Kochał ją nawet bardziej… Nie, nawet
o tym nie chciał myśleć. Miłość? Czymże ona jest, jak nie nią? Tak, rozmyślał o
niej każdego dnia. Każdego zawszonego dnia. W szczególności w wakacje, czas
bardzo szczególny. To okres tylko dwóch miesięcy, lecz… jakich miesięcy!
Najbardziej słoneczne i najdłuższe dni w roku. Wspaniałe!
Dotknął jej ramienia z rozbawieniem.
Leżała obok niego… naga, a przynajmniej niczego nie wyczuł podczas nocnych
wypadów. Zaśmiał się w myślach, przypominając sobie to, co dzisiaj wyczyniali.
Annały można by zapełnić po brzegi.
Nie zadrżała pod dotykiem jego palców,
musiała mocno spać. Sam był zmęczony, ale nie mógł teraz zmrużyć oka. Jej
piękno i delikatność… Chociaż, może to trochę zbyt górnolotne słowo, bo
potrafiła być boginią zniszczenia. Niczym Atena roznosiła wrogów w pył. Każdy,
kto stawał na jej drodze, szybko z niej znikał. Wprawdzie czasami nie mógł się
powstrzymać przed przytuleniem i pogładzeniem po głowie, gdy widać było, że miała
już dość trudów i po prostu wypaliła się.
Kochał w niej właśnie to: wytrwałość
i zawziętość w dążeniu do celu i kruchość w bliskim kontakcie. Wiedział, że jeśli
chciała, mogła osiągnąć wszystko, lecz bywały także chwile upadków, prostego
rozpłakania się. Odejścia od twardego, wszechobecnego parcia do przodu, by
naładować siły na kolejny dzień życia.
Jasne, że kochał ją całą. Szczególnie
w momentach złości. Uwielbiał, gdy to robiła. Wyglądała jak naburmuszony, mały
kotek. No jak nie przytulić? Czasami wtedy mu się wyrywała i krzyczała, lecz
nigdy nie puścił. W czasie robienia mu perfidnie krzywdy, gryzienia i darcia
pazurami, przyciskał ją mocniej i wreszcie przegrywała, gdy brakowało jej już oddechu.
Wtedy często rozpłakiwała się na jego ramieniu, a on niczym Adonis trwał niezłomnie
i nieugięcie obok, do czasu powrotu twardej Ateny.
Jednak bywały chwile, gdy „Uparta”
nie przybywała i pojawiała się Afrodyta. Wtedy to się działo i nigdy nie
wspominał źle tych momentów. To co wyczyniali… Po prostu można napisać poezję długą
jak Pan Tadeusz. Te delikatne, wręcz kocie ruchy wprawiały go zawsze w
osłupienie. Zwykle twarda i wytrwała zamieniała się w boginię miłości i
wrażliwości. Kochał ją. Naprawdę, za nic na świecie nie oddałby jej… No chyba,
że za dwie takie – byłoby to ciężkie, ale czasami nawet o tym marzył. Jednak
dwie wkurwione Ateny… To mogło być za dużo, nawet dla niego.
Przejechał dłonią po doskonale
wyprofilowanej sylwetce boków, a potem bioder z cudem skierowanym w jego
kierunku. Znał doskonale tą piękność, lecz zawsze zaskakiwała go ta doskonałość.
Wspaniałość ciała i umysłu. Tak… niczym bogini.
Jednak nie tylko przez podziwianie
pięknych widoków w świetle księżyca nie mógł zasnąć. Chociaż długie włosy
prawie do bioder wyglądały kosmicznie wspaniale. Jednak przede wszystkim w
głowie brzęczała mu natrętna myśl. Nie! Nie dotyczyła jej, ale można by to tak
zinterpretować. To ona w końcu zaciągnęła go do kina, a wcześniej kazała
przeczytać książę o Enderze. Zwichniętym psychicznie chłopcu, którego (chyba) genetycznie
modyfikowano, miejmy nadzieję, że nie w kazirodczym związku i nie w probówkach.
O boże Imperatorze! Nie, Patriarchą to ten Wiggin nie był. Zbyt mały, nikły,
nic nieznaczący, inteligentny geniusz strategiczny z wysokim syndromem własnej
wartości, który nakazywał mu brać wszystkiego „na klatę”. Nie miał do
dyspozycji żadnego Legionu Kosmicznych Marines – nadludzi, półbogów w potężnych
zbrojach i mających zabójczą broń. Nie! Ender Wiggin był/jest (nigdy nie
wiadomo) piętnastoletnim dzieckiem rodziców, którzy wychowują SWOJE dzieci na seryjnych
morderców innych ras. Znaczy się dowódców wojskowych zabijających obcych,
którzy zaatakowali Ziemię. Warhammer 40.000 krzyczy wielkimi literami o pomstę
do Imperatora, by rozniósł idiotyzm dowódców ludzi. Świetny plan!
Szkolisz seryjnego mordercę i
wmawiasz mu, że robi to dla dobra ludzkości i nawet, kiedy on się kapie, dalej
jedziesz swoją bajeczkę. Wspaniale, ale co robi z tym Ender? Oczywiście chce
odbudować rasę, którą pomógł zniszczyć i rozwalał ją z takim zaangażowaniem.
Lekki problem psychiczny? Zmiany nastrojów i zdań oraz oczywiście, syndrom
własnej wartości?
Jeśli to ma być książka dla
młodzieży, to ja odpadam. Pokazanie chłopca, który z zimną krwią i
strategicznym instynktem zabija i kaleczy przeciwników, a wrogów doszczętnie
wyniszcza. Holy God Emperor! To chyba jednak jakiś Twój wysłannik, ale
nie… To nieprawda, bo Ender rozpoczyna poszukiwanie kolonii dla swoich
przeciwników, robali. Ciekawe, prawda? Niszczy tylko po to, by potem
odbudowywać. Gdzie widzicie tutaj logikę? Nieprawda, jeśli ktoś tak pomyślał,
chłopak nie odmieni robali, lecz chce powrotu właśnie tego, co sam niedawno
zepsuł. Niczym nierozgarnięte dziecko, wiek trzy do ośmiu, może dziewięciu lat.
Piętnastoletni geniusz na poziomie chłopczyka w sukience… Straszne i chcieć oddać
ludzkość w ręce kogoś takiego… Niedopuszczalne!
Te właśnie myśli nie dawały mu spać.
Chociaż nie tylko one. W dużym
stopniu jej piękno zbytnio rozpraszało jego uwagę i zasnuwało umysł
wyobrażeniami, wspomnieniami, marzeniami i wieloma innymi rzeczami, ale to niedawno
dokończona książka ze świata Warhammera 40.000 Czas Horusa stała mu ością
w gardle. Opisano tam wspaniałość Imperium Imperatora, Władcy Ludzkości,
Światła Ludzi, które w czasie Wielkiej Krucjaty powiększało tereny mocarstwa.
Oczywiście nie tylko w sposób dyplomatyczny. Jednak nie sama treść
przeszkadzała jego umysłowi spokojnie zasnąć, lecz to, co z niej wynikało. Patriarchowie
nie umieli korzystać z Psioniki i jakby w większości jej nie posiadali, co jest
dziwne, bo Imperator był wielkim jej władcą. Nawet, jeśli nie nadał im tych
zdolności, co nie jest oczywiście tak idiotyczne, to jednak zatajenie
informacji i pozostawienie wszystkiego w rękach syna, Horusa, było z gruntu
złym pomysłem. Bo to nie PATRIARCHOWIE odeszli pierwsi od nakazów Imperatora, a
zwykli żołnierze. To właśnie Kosmiczni Marines z potężnych Legionów, ci
stworzeni z dawnych podwładnych dorastających Patriarchów, rozsiewali ziarna
herezji, które wykiełkowały w Herezję Horusa, która zbrukała wspaniałe annały
historii Imperium i zahamowała rozwój na wieki wieków.
Tak, to też mu przeszkadzało. Jak
można dać taką siłę istotom tak słabym i od dziecka nie szkolonym…
Niedopuszczalne! Tak samo jak Ender… Herezja rodzi się z błędów maluczkich, a
nie wielkich. To szczury rozniosły dżumę na Europę, a nie statki same w sobie.
CDNN.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz