Od autora: Dalsza część opowiadania. Jeśli chcecie większe części, pisać w komentarzach. Miłego czytania.
Jasne światło i szmery budzącego się obozu wznowiły
ponownie świadomość Roya. Otworzył oczy i rozejrzał się. Przez górną szparę w
płachtach wejścia do namiotu wlewało się przyjemne oświetlenie słońca. Przyświecało
na leżącą obok niego, wreszcie nagą, Rizę. Jej opadające na poduszkę włosy
wręcz oślepiały w promieniach gwiazdy, a ponad to, jej piękne, wyrzeźbione
przez fizyczne ćwiczenia i samoistną wspaniałość, ciało przebywało przykryte
tylko w dolnej połowie przez lniany koc. Na plecach widoczny był
czerwony tatuaż. Skomplikowany wzór posiadał również dwa wytarcia na samej
górze, które przeszkadzały w zrozumieniu całości. Tam właśnie skrywał się pełen
sekret Alchemika Płomieni, który pozostawił jej ojciec. Można było uważać, że
ten znak szpeci tylną część ciała, lecz Royowi to nie przeszkadzało. Nawet
jeszcze bardziej pogłębiało jego podziw i zauroczenie Rizą, dzięki której
zyskał swoją olbrzymią moc.
Wyciągnął dłoń i delikatnie przejechał palcami cały
znak, wiedział co on oznacza i co skrywają zatarte fragmenty. Uśmiechnął się,
cofając dłoń, gdy znalazła się niedaleko jej bioder, bo kobieta cicho jęknęła
przez sen.
Usłyszał również szybkie kroki i krzyki oznaczające
przyspieszone budzenie żołnierzy. Pomyślał, że nie mogło być aż tak wcześnie…
Słońce nie świeciło tak mocno. Przewrócił się na bok i wyciągnął rękę po
leżący na półce zegarek. Zegarek „Cebula” z wytłoczonym smokiem został zrobiony
z posrebrzanej stali. Sam był przewieszany przez drobny łańcuszek. Nacisnął
jedyny przycisk, który podnosił klapkę i ukazywał tarczowy blat z dwunastoma
cyframi. Wskazywał siódmą pięćdziesiąt dwa. Z lekkim zaskoczeniem i smutkiem
dotknął ramienia Rizy bez zbytniej czułości. Nie było czasu. Musztra miała się
dzisiaj zacząć o dziewiątej.
Odwróciła w jego stronę głowę, już obudzona – domyślił
się, że też wyrwały ją z objęć snu odgłosy z obozu. Kiwnęła nieznacznie i
natychmiast podniosła się, i rozpoczęła pospiesznie ubieranie. Nie musiała
daleko szukać. Co jakiś czas jednak rzucała ubraniami do góry na Roya, który
niepocieszony, rozpoczął się przebierać, ale miał w tyle głowy inny plan spędzenia tego
czasu.
Teraz stała przed nim w pełnym mundurze z
oficerskimi oznaczeniami stopnia kapitana. Z zapiętymi w kucyk z tyłu włosami
wyglądała nienagannie i wspaniale, jednak nieprzerwanie w głowie Mustanga
przelatywały obrazy żołnierek w miniówkach – ach te marzenia. Szybko samemu
przebrał się w generalski mundur, w takim jak ona kolorze ciemnego błękitu, i
przyczepił do pasa kaburę z pistoletem. Poszukał swoich rękawiczek i
natychmiastowo spojrzał do tyłu na metalową teczkę leżącą pod łóżkiem.
Uśmiechnął się, widząc ją nienaruszoną i w tym miejscu, gdzie powinna być.
– Idziemy panie pułkowniku? – spytała, z uśmiechem
wymawiając ostatni wyraz. Schowała umiejętnie trzy pistolety do kabur, jeden z
tyłu, i podeszła do ściany namiotu. Podniosła ciemną pochwę z wsadzoną szpadą –
jednym z oznaczeń generała. Podała ją Royowi, który z uśmiechem przywiązał ją
do pasa po lewej stronie. Wyciągnął białe rękawiczki z kieszeni i założył je
wpatrując się w wytłaczany, czerwony, skomplikowany Krąg Transmutacyjny. –
Generale? – zapytała już bardziej twardym głosem.
– Oczywiście – odparł Roy i schował swój srebrny
zegarek do kieszeni munduru. Z podniesioną brwią wskazał jej wyjście. – Pani
pierwsza.
– Jasne. – Wyszła spokojnym i żołnierskim krokiem.
Jej kita kołysała się na boki w czasie poruszenia, a tyłek, na który Mustang
patrzył z utęsknieniem, nagle zatrzymał się i wykręcił. Jej twarz nie
przypominała wieczornego, radosnego nastroju. Generał poprawił się i popatrzył
do przodu, na wyjście. I szybko wymaszerował z namiotu czując nad sobą badawczy
i twardy wzrok ukochanej.
cdn.
Krótko, ale fajnie^^ jednak troszkę się przychyliles do mojej prośby :D
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej;)
Zawsze wysłuchuję przyjemnych próśb ;)
OdpowiedzUsuńA jak się da, to i je wypełniam.